Do Betlejem i dalej

Oto jak spędziliśmy sobotę 5  maja.

Pod murami Jerozolimy

Pierwotnie zamierzaliśmy spędzić w Jerozolimie trzy dni, ale w związku z perturbacjami z lotem i skróceniem w rezultacie naszej wyprawy z 17 do 14 dni musimy dziś ruszyć rano, a nie wieczorem. Z tym że „rano” nie należy traktować dosłownie. Mamy jeszcze do zobaczenia całą Via Dolorosa razem z Bazyliką Grobu. Po śniadaniu (najadamy się na zapas i robimy kanapki na drogę) pakujemy rowery i zjeżdżamy pod Bramę Jaffską, gdzie zostawiamy rowery pod strażą ochotnika Michała. Przechodzimy przez stare miasto, wyhaczając po drodze restaurację z falafelami po 5 szekli, i zaczynamy: kościół św. Anny, Litostrotos, kolejne stacje Drogi Krzyżowej. Idziemy w tłumie pielgrzymów/turystów, głównie rosyjskich. Zaliczamy kolejne kaplice. Nie wiem jak inni, ale w moim przypadku przeżyć duchowych żadnych. Zupełnie inaczej niż przy poprzednim pobycie w Jerozolimie kilka lat temu. Zwiedzamy bazylikę, wdając się przy Golgocie w dyskusję z przewodnikiem hinduskiej wycieczki w czerwonych czapeczkach („cała grupa razem”). Żeby wejść do Grobu, trzeba odstać w długiej kolejce. Ja rezygnuję, Ewa i Aga zostają, Łucja się waha, w końcu też zostaje.

Preview

Kolejka do Grobu Pańskiego

Z Wieśkiem podejmujemy się zaopatrzyć grupę w pożywienie, tak żebyśmy mogli zaraz po powrocie dziewczyn wyruszyć, i wracamy do pana z falafelami. Był zachwycony, że tyle kupujemy. A gdy wróciliśmy do rowerów i pilnującego ich Pawła, okazało się, że Michał też miał podobny pomysł, w związku z czym kanapek z falafelami mogło nam teraz starczyć na dwa dni.

Preview

Produkcja falafelków, czyli smażonych kulek z ciecierzycy

Baby wróciły po godzinie i prawie od razu wyruszyliśmy ku Betlejem. Czas najwyższy, była już chyba druga. Na szczęście to niedaleko. Ale i tak sporo czasu zeszło, zanim dotarliśmy. Bo było pod górę. Bo był klasztor Mar Elias, który zwiedzaliśmy, z ładnymi aniołkami na sklepieniu. Bo była kontrola na wjeździe do Palestyny. Bo szukaliśmy dłuższą chwilę grobu Racheli (mur postawiono tak, że został po stronie izraelskiej). A potem był jeszcze jeden podjazd – już do bazyliki w Betlejem. Oparliśmy rowery o mur przed wejściem i weszliśmy zwiedzać. Kolejka do groty ciągnęła się przez pół  nawy, ale na szczęście poruszała się dość szybko. Udało nam się dotrzeć do kościoła tuż przed… naszą znajomą wycieczką w czerwonych czapeczkach i z dużą satysfakcją ustawiliśmy się przed nimi w kolejce. Atmosfera miejsca słabiutka – przynajmniej ja się nie dałem. Ot, kościół, na dodatek nie jakiś szczególnie piękny.

Preview

Rozmodlone towarzystwo czeka do zejścia do groty

Preview

Palestyńska skrzynka pocztowa na głównym placu Betlejem

Po wyjściu przenieśliśmy się na duży plac w pobliżu bazyliki i pokręciliśmy się jeszcze chwilę po miasteczku. Poszliśmy na suk, gdzie wreszcie były normalne (a nie turystyczne) ceny, z czego oczywiście skwapliwie skorzystaliśmy. Ale niewiele tu jest do zobaczenia, więc zawinęliśmy się, żeby dojechać jeszcze tak daleko jak się da. Wyjazd z miasta za wskazaniami GPSa nie był łatwy, łącznie z tym, że musieliśmy podprowadzić rowery po jakiejś piaszczystej drodze w paskudnej dzielnicy. Ale gdy w końcu dotarliśmy na główną drogę nr 60, okazało się, że jest całkiem przyzwoita. Jeździ nią sporo samochodów na żółtych (izraelskich), a nie białych (palestyńskich) blachach, jest chroniona przez wojsko i policję. Wzdłuż drogi co jakiś czas drogowskazy pokazują żydowskie osiedla. Zresztą łatwo je poznać, bo każdy kawałek muru i drogi dojazdowej jest oflagowany. Muszą mocno kłuć w oczy Palestyńczyków te symbole okupacji.

Dotarliśmy do dużego skrzyżowania Gush Etsyon. Jest tu supermarket (zamknięty, bo przecież sobota) i stacja benzynowa. A niedaleko – uroczy lasek, który wydaje się nas zapraszać. No to przyjmujemy zaproszenie. Nocleg śliczny, okolica nawet nie tak bardzo zaśmiecona. I tylko niełatwo znaleźć kawałeczek równego terenu (i bez kolczastych krzaczków) pod namiot. Zjadamy drugą część kupionych wczoraj warzyw, dobrze popijamy i idziemy spać.

Oto miejsce pierwszego dzikiego noclegu podczas tej wyprawy:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *