Jezioro Tyberiadzkie

Wczoraj nie za bardzo nam wyszło, ale dziś spróbujemy się sprężyć. Zaproponowałem, żeby od razu puknąć do Tyberiady, ale opór w kwestii śniadania był zbyt duży i musiałem ulec. Zjedliśmy na ławeczkach z widokiem na Jezioro Tyberiadzkie, naprawdę przyjemnie. Tyle że się nieco przeciągnęło, więc w rezultacie gdy dojechaliśmy do Tyberiady (z jednym krótkim przystankiem w Yardenit, który protestanci uważają za miejsce chrztu Jezusa), było już późno. Stanęliśmy przy źródłach przed miastem. Spodziewaliśmy się wszyscy czegoś podobnego do wczorajszego Ein David, ale niestety okazało się, że to tylko małe sadzawki w parku, z gorącą, siarkową wodą. Fajne, ale nie to, czegośmy oczekiwali. Nastąpił foch Łucji – że ona chciała się wykąpać w jeziorze i że bez sensu było spać w bananach. Zbierało się na niego już od rana i teraz była kulminacja. Na szczęście dość szybko minął – po spacerze po bulwarze nad Genezaretem i zwiedzeniu prawosławnego klasztoru w Tyberiadzie. Czytaj dalej Jezioro Tyberiadzkie