Na zachodniej półkuli

To był najgorszy lot w moim życiu. Dzisiejszy dzień od początku utwierdza mnie w przkonaniu, że słusznie czynimy znikając na jakiś czas z ojczystej ziemi. No to cofnijmy się do początku…
Przy porannej kawie wyglądam przez okno i co widzę? Drobne, jeszcze niemal niezauważalne płateczki wirują, na razie bardziej lecąc w górę niż w dół. A potem się zaczęło. Gdy wyszedłem, by załatwić ostatnie sprawy, padało już równo i było okropnie. Zgięty wpół przemykałem po ulicach atakowany przez śniegową wodę ze wszystkich stron. Pora uciekać na południe. Czytaj dalej Na zachodniej półkuli

Przyjechał namiot!

Dzięki Karolinie i Julii w końcu dotarł nasz namiot. Jest duży, większy niż myślałem – mniej więcej taki, jak ten, z którym jechałem wtedy. I dobrze. To nasz dom na najbliższe pół roku – przynajmniej będzie można się wygodnie obrócić na drugi bok. Waży trzy kila. Da się przeżyć- cena 800 gramów różnicy wobec innego,który rozważaliśmy – ok. 500 zł.

Poza tym udałem się dziś na uroczą wycieczkę na Kabaty. Jednym z celów było odwiedzenie sklepów rowerowych i odebranie narzędzi, które muszę zabrać, chociaż nawet nie potrafię ich użyć – klucza do kasety, spinacza do łańcucha i spinek. Ale jeśli będzie naprawdę trzeba, to się nauczę, nie? Mam nadzieję, że rowery będą na tyle lekkie, a kółka – na tyle dobrze zaplecione, że żadna szprycha nie trzaśnie i nie będę musiał używać tego klucza. Aron znalazł mi filmy instruktażowe na youtubie – zgrałem i zabieram ze sobą na wszelki wypadek.

Przyjechał też gaz pieprzowy. Sprzedawca w sklepie przy Puławskiej wykazał mi na własnym przykładzie (i psa sąsiada – pijaka), że gaz za 14 złotych jest nic niewarty i że należy zainwestować w Walthera. Tyle że ten kosztuje w Polszcze – 69 złotych (najtańszy na allegrze). Ale na niemieckim ebayu kupiłem go za 11 ojro. Przy trzech sztukach nawet wliczając koszt dostawy do Berlina wyszło dużo, dużo taniej. Mam nadzieję, że podobnie jak klucza do kasety nie będę musiał tego gazu użyć. To tyle z zakupów na dziś. Aaa, jeszcze koszulki. Znalazłem już firmę, która je uszyje, teraz pora robić projekt.

 

Próba generalna

Przeprowadziliśmy próbę pakowania. Wyszło nadspodziewanie łatwo. Z początku obawiałem się, czy w ogóle jesteśmy w stanie poradzić sobie bez przednich sakw. Co się okazało – nie tylko bez przednich, ale od biedy nawet bez worka transportowego byśmy dali radę. W porównaniu z tym, co woziliśmy z Kairu do Kapsztadu, ilość rzeczy jest wprost śmieszna. Jeszcze przed wyjazdem zamieszczę listę wszystkich rzeczy, które ze sobą zabieramy. Po spakowaniu wszystkiego okazało się, że mieścimy się tylko w tylnych sakwach – ja w półtorej, Łucja nawet w jednej. Wprawdzie jeszcze trochę rzeczy nam dojdzie, ale naprawdę nie będzie tego wiele. Będziemy elegancko śmigali po tych senegalskich drogach.

Tak dobry wynik to konsekwencja dwóch priorytetów. Postanowiliśmy, że bierzemy tylko to co niezbędne. Nie będzie więc stolików, krzesełek, jak by nie były wygodne. Nie będzie tysiąca części zamiennych. Mamy nowiutkie rowery, więc nie powinno w nich nic się zepsuć. Jeśli się zepsuje jakiś drobiazg – kupimy części na miejscu. Jeśli by to było coś poważnego, to nie obejdzie się bez ściągania części z Europy albo RPA. Druga zasada, której się konsekwentnie trzymamy, to miniaturyzacja. Mamy maleńki komputer, małą kuchenkę, mały namiot, wszystko tak małe, jak tylko się da, albo składane do jak najmniejszych rozmiarów (gumowe, składane miseczki i kubki). Nie bierzemy też książek, a przynajmniej mieliśmy taki zamiar, żeby nie brać nic papierowego – wszystko na kindle’u. Ale chyba będzie trzeba zrobić wyjątek dla atlasu zwierząt afrykańskich, z którego nie chciałbym rezygnować, a nie ma go w wersji elektronicznej.

Parę rzeczy trzeba jeszcze dokupić. Kupię nowe flagi, bo tamte przejechały już na tyle dużo kilometrów, że należy im się słuszna emerytura. Trzeba dokupić kilka rzeczy rowerowych – oponę, łatki, jeszcze jakieś drobiazgi. Chciałbym też dokupić uchwyt do torby na kierownicę, bo niestety ten, który kupiłem z torbą, ukradli mi, łajzy, razem z mamy rowerem na wiosnę. Jeśli nie znajdę, będę musiał kupić całą torbę albo wymyślić jakiś sposób przymocowania jej do kierownicy.

Ale generalnie jesteśmy gotowi do wyjazdu. Na dowód wklejam zdjęcie.

Czekamy na paszporty. Wysłałem je w zeszłym tygodniu do Berlina do ambasady Senegalu. Ciekawe, czy je odeślą bez problemu, czy będzie jakaś wtopa. Jutro zadzwonię do ambasady. Robimy projekt koszulek wyprawowych. Gdy będzie gotowy, zamieszczę go na tej stronie, będziecie mogli je sobie zamówić, jeśli by ktoś chciał. Dobra, chciałem coś napisać, bo dawno nie relacjonowałem przygotowań, ale teraz muszę się brać za robotę – czeka mnie wklepywanie waypointów do gpsa.