Przyjechał namiot!

Dzięki Karolinie i Julii w końcu dotarł nasz namiot. Jest duży, większy niż myślałem – mniej więcej taki, jak ten, z którym jechałem wtedy. I dobrze. To nasz dom na najbliższe pół roku – przynajmniej będzie można się wygodnie obrócić na drugi bok. Waży trzy kila. Da się przeżyć- cena 800 gramów różnicy wobec innego,który rozważaliśmy – ok. 500 zł.

Poza tym udałem się dziś na uroczą wycieczkę na Kabaty. Jednym z celów było odwiedzenie sklepów rowerowych i odebranie narzędzi, które muszę zabrać, chociaż nawet nie potrafię ich użyć – klucza do kasety, spinacza do łańcucha i spinek. Ale jeśli będzie naprawdę trzeba, to się nauczę, nie? Mam nadzieję, że rowery będą na tyle lekkie, a kółka – na tyle dobrze zaplecione, że żadna szprycha nie trzaśnie i nie będę musiał używać tego klucza. Aron znalazł mi filmy instruktażowe na youtubie – zgrałem i zabieram ze sobą na wszelki wypadek.

Przyjechał też gaz pieprzowy. Sprzedawca w sklepie przy Puławskiej wykazał mi na własnym przykładzie (i psa sąsiada – pijaka), że gaz za 14 złotych jest nic niewarty i że należy zainwestować w Walthera. Tyle że ten kosztuje w Polszcze – 69 złotych (najtańszy na allegrze). Ale na niemieckim ebayu kupiłem go za 11 ojro. Przy trzech sztukach nawet wliczając koszt dostawy do Berlina wyszło dużo, dużo taniej. Mam nadzieję, że podobnie jak klucza do kasety nie będę musiał tego gazu użyć. To tyle z zakupów na dziś. Aaa, jeszcze koszulki. Znalazłem już firmę, która je uszyje, teraz pora robić projekt.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *