Na zachodniej półkuli

To był najgorszy lot w moim życiu. Dzisiejszy dzień od początku utwierdza mnie w przkonaniu, że słusznie czynimy znikając na jakiś czas z ojczystej ziemi. No to cofnijmy się do początku…
Przy porannej kawie wyglądam przez okno i co widzę? Drobne, jeszcze niemal niezauważalne płateczki wirują, na razie bardziej lecąc w górę niż w dół. A potem się zaczęło. Gdy wyszedłem, by załatwić ostatnie sprawy, padało już równo i było okropnie. Zgięty wpół przemykałem po ulicach atakowany przez śniegową wodę ze wszystkich stron. Pora uciekać na południe. Czytaj dalej Na zachodniej półkuli