11 listopada

Ćwiczymy poranne wstawanie. Słońce wstaje o 7, my pół godziny wcześniej. Plan jest taki, żeby o 8 być już na rowerach. Wczoraj mieliśmy pół godziny spóźnienia, dziś udało się o parę minut poprawić wynik. Co z tego, skoro mama złapała gumę. Łatamy, poszło nawet dość sprawnie, ale trochę czasu straciliśmy. Dojeżdżamy do pierwszej wioski – postój przy sklepie. Musimy coś kupić do picia, bo padły już wszystkie komplety baterii w uzdatniaczu. Mamy jeszcze tabletki, ale potrzeba pół godziny, by uzdatniły 10-litrowy baniak. Cóż, okazało się, że spokojnie mogliśmy nie kupować drogiej wody, tylko nabrać ją ze studni. Kolejna guma. Tym razem nie poszło tak łatwo. Puściła stara łatka i nie dało się dobrze nalepić nowej. No to zmieniamy dętkę. Nową oczywiście też najpierw trzeba załatać 🙂 Wszystko razem zajęło nam sporo więcej niż pół godziny. Zrobiło się późno, więc nie ma szans, by do południa dojechać do Kaolack. Docieramy tylko do Sally i tam w miejscu raczej słabym stajemy na popas (pyszne, choć droższe niż zazwyczaj „dziebedzie” – jedzeniu poświęcę osobny tekścik, gdy będę miał więcej doświadczeń w tej materii 🙂

Szybka jazda do Kaolack. Dobry asfalt, nawet linie porządnie namalowane, jak we Francji. Za to wjazd do miasta okropny. Takiego syfu jeszcześmy nie widzieli. Zwały śmieci, jakieś brudne warsztaty, slumsy, wraki samochodów, wszystko w śmierdzących oparach. Dość łatwo odnajdujemy „mission catholique”, o której przewodnik pisze, że oferuje najtańsze noclegi w mieście. Rzeczywiście – 2000 CFA za nocleg w dormitorium to cena nie do przebicia. Prąd jest, więc główny cel noclegu, czyli doładowanie wszystkich baterii, ma szansę zostać osiągnięty. Wieczorem wychodzimy się przejść i znaleźć sklep z piwem. Gazelą uczciliśmy święto narodowe, po czym zabrałem się za obrabianie fotek i pisanie tekstów. Rano spróbuję znaleźć internet.

Muszę jeszcze wyjaśnić jedną rzecz – jeśli ktoś do mnie pisał smsy, to informuję, że mogłem ich jeszcze nie przeczytać. Kupiłem lokalną kartę sim, ale nie za dobrze coś działa, tj. smsy kosztują więcej niż gdybym wysłał z polskiej, a i tak nie dochodzą. Spróbuję ją wykorzystać w modemie. Natomiast telefon z polską kartą się rozładował i nie działał przez jakiś czas. Będę się starał włączać go raz dziennie, żeby przeczytać ewentualne smsy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *