I po świętach

Trzeba wsiąść na rowery. Ojej, jak ciężko! Prawie tygodniowe lenistwo nie wpłynęło dobrze na nasze morale. A przed nami tylko dzień jazdy, potem dwa dni w Ouagadougou, gdzie czeka nas kolejny, tym razem przymusowy postój, bo musimy wyrobić sobie kolejne wizy. Dopiero później, gdy wyruszymy z Ouaga, będziemy musieli wdrożyć się na nowo w podróżniczą codzienność. Przed nami ponad tysiąc kilometrów do Cotonou. No właśnie…

Czytaj dalej I po świętach

Dzień za 200 ojro

Tego ranka wystąpiliśmy w charakterze ofiar czterech prób zabójstwa ze strony kierowców autobusów, którzy za punkt honoru postawili sobie wyeliminować dwoje białasów na rowerach. Wszystkie wysiłki skupili na dwudziestokilometrowym odcinku za miejscem, które obraliśmy na nocleg. Natomiast sam wjazd do Ouagadougou okazał się nadspodziewanie łatwy i hmmm, zaryzykuję słowo „przyjemny”. Zwłaszcza w kontekście tego, co opowiadał nam ojciec Marcin z Sabou – że taki ruch, że tyle motocykli itp. Czytaj dalej Dzień za 200 ojro