Opuszczamy Cotonou

Mieliśmy tu zostać najwyżej trzy dni, zostaliśmy pięć. I tak jest zawsze. Pobyt w Cotonou będziemy wspominać bardzo dobrze. Miłe spotkania z gościnną panią konsul i pobyt u Małgosi, gdzie czuliśmy się jak w domu. Mamy wizy do Nigerii, zaraz ruszamy na północ, w stronę Ketou, tam przejedziemy granicę. Nie mamy natomiast kuchenki, która się zapchała i nie mamy nowych przerzutek, na których przesłanie czekaliśmy aż nadto długo. Miały iść cztery dni, idą już co najmniej dziewięć i jeszcze nie wyszły z Europy. Zostawiliśmy Gosi pełnomocnictwo do ich odbioru – albo nam je prześle dalej (jeśli w ogóle tu dotrą), albo przywiezie do Polski.

Czekajcie na niusy z Nigerii.