Nowa wyprawa. Do Birmy.

Ruszamy na nową wyprawę. Tym razem Birma. Pomysł pojawił się w lutym tego roku, gdy siedzieliśmy na hiperturystycznej Ko Lancie i zastanawialiśmy się , gdzie jeszcze są dzikie plaże. No a potem, w miarę jak czytałem o tym kraju, apetyt wzrastał coraz bardziej. 

Birma ma potencjał taki jak Tajlandia. A turystów jak na lekarstwo. Ale sytuacja zmienia się w mgnieniu oka, a przyrost następuje lawinowo. Rok temu odwiedziły Birmę dwa mln.turystów, a w tym już spodziewają się pięciu. No więc trzeba jechać, póki nie zadepczą.

Od lutego zacząłem się rozglądać za biletami. Uznałem, że na tani lot do Birmy nie ma co liczyć, więc trzeba polować na Bangkok. Po miesiącach czatowania na forach jest! Błąd taryfowy. Bilety dla całej trójki za 1500 zeta. Czym? Uwaga… Biznesklasą Cathay Pacific, jedną z lepszych w Azji. Wprawdzie wylot z Zurychu,ale w tej sytuacji można się przetelepać, nie?

Niestety radość trwała krótko. CP anulował wystawione i opłacone bilety. Rozumiem, że taka jest ta gra, ale  jednak szanujące się linie europejskie i amerykańskie w takiej sytuacji zwykle biletów nie anulują. Sprawdziłem oczywiście możliwości prawne, ale CP ma siedzibę w Hongkongu, więc powodzenia, a pośrednik, od którego kupiłem bilety, jest ze Szwajcarii, czyli nie można go pozwać przed polski sąd. Wszech wobec przestrzegam zatem: nie latajcie CP, bo nie można na nich polegać.

W tej sytuacji polecimy przez Kijów. Dobre, sprawdzone rozwiązanie.

Plan jest taki. Zostajemy nockę w Bangkoku,  bo samoloty do Mandalaju lecą rano i nie zdąży się na drugie lotnisko. Odpoczniemy, przespacerujemy się po starych śmieciach.

Po zwiedzaniu Mandalaju pojedziemy już rowerami do Bagan (to jest to miejsce ze zdjęcia powyżej), potem nad jez. Imle, ponoć przepiękne i arcyciekawe. Dalej do Rangunu podjedziemy pociągiem, a potem dalej rowerami wzdłuż wybrzeża, tak daleko, ile będziemy w stanie, żeby zdążyć na powrotny samolot z Bangkoku. W sumie mamy miesiąc. Pierwotnie planowałem trasę na sześć tygodni,  ale po tej akcji CP postanowiliśmy, że jednak wrócimy na Boże Narodzenie do Polski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *