Sześć godzin w pralce

Thazi to maleńka mieścina w centralnej części Birmy, położona w cieniu dużo większej Miktili. Taka dość długa ulicówka z posterunkiem policji, tagiem, kilkoma sklepami i garkuchniami oraz trzema hotelami dla obcokrajowców. Bo Thazi jest węzłową stacją kolejową. Przyjeżdżają tu pociągi z pd. (Rangunu) i polnocy (Mandalaj), zachodu (Miktila) i wschodu (góry). Nas interesuje ten ostatni kierunek. Nie bardzo mamy czas i siły, i ochotę wspinać się po krętych drogach pośród ciężarówek. Postanowiliśmy wyjechać na górę pociągiem i potem zmierzyć się z grawitacją już na miejscu. Z Thazi do Kalaw jadą dwa pociągi: o 5 i o 7 rano. Podobno późniejszy jest szybszy, docierają na miejsce w krótkim odstępie czasu,  a kosztują tyle samo: 1800 kyatów czyli ok. 6 zł. Czytaj dalej Sześć godzin w pralce