Birmańska Wenecja zaliczona, czyli o wszelakich „must see”

Ach, te wszystkie relacje na stronach i blogach… Te uduchowione opisy i zachwyty… Jakie to cudowne miejsce, jedyne w swoim rodzaju, nieskażone jeszcze masową turystyką. Jakie wschody słońca. A zachody jeszcze piękniejsze. Ci rybacy wiosłujący nogami. Te kobiety z długimi szyjami. I jeszcze te tkające płótno z lotusowych włókien jak przed stuleciami. Wszystko to prawda, ale może 10 lat temu. Dziś jezioro Inle upodobniło się do setek innych podobnych rezerwatów czy, jak kto woli, skansenów na świecie, a zwłaszcza w trzecim świecie. Etiopia, Burkina, Tajlandia… Czytaj dalej Birmańska Wenecja zaliczona, czyli o wszelakich „must see”

Przejazd przez góry. Zdjęcia