Lutowy citybreak

Najgorszy okres roku, czyli koniec listopada i grudzień udało nam się jakoś przetrwać dzięki wypadowi do Birmy. Ale, że do wiosny jeszcze daleko, trzeba się było trochę dogrzać. Tania linia przyszła z pomocą, rzucając względnie niedrogie bilety (Boszzzz, jak to się zmienia – kiedyś tanie bilety to było 50 zeta t/p, teraz nawet 200 podpada jeszcze pod tę kategorię).  Mogę się już przyznać, że kupiły mi się te bilety jeszcze przed wyjazdem do Birmy, ale bałem się przyznać i dopiero niedawno Łucji powiedziałem. Czytaj dalej Lutowy citybreak