W Kaszanie

Wyruszamy z Komu dopiero po południu. Zadanie pierwsze: przecisnąć się przez uliczki medyny, z których połowa jest zamknięta dla ruchu z powodu święta (tego dnia Mahomet okazał ludowi pierwszego imama), a na drugiej połowie ścisk większy niż zwykle. Ale wyjazd z miasta nie najgorszy, najwyraźniej na tym odcinku ciężarówki mogą już jeździć autostradą  i na naszej drodze prawie pusto. Okolica pustynna; gdy robi się wieczór, mamy kłopot ze zdobyciem wody. Rozbijamy się pośrodku pustyni w przyjemnym wadi niedaleko torów kolejowych. Poza kilkoma przejeżdżającymi pociągami cisza kompletna.  Czytaj dalej W Kaszanie

Droga do Komu

Wylądowaliśmy na lotnisku w Teheranie koło 1 w nocy. Zanim udało nam się przejść wszystkie formalności, złożyć rowery, wymienić pieniądze itp., zrobiła się piąta. Wyjechaliśmy więc tylko spod terminala i rozłożyliśmy się na pustyni z widokiem na jumbo-jety i wieżę kontrolną. Kris i Aga (tak, wiem, nie wymieniłem wcześniej uczestników wyjazdu) nawet nie rozstawili namiotu, tylko spali pokotem razem ze skorpionami i trylobitami. Tak złapaliśmy kilka godzin snu.

Czytaj dalej Droga do Komu