Isfahan

Już przedmieścia Isfahanu zrobiły na nas wrażenie. Po nocce na kozim pastwisku postanowiliśmy dojechać do pierwszego większego miasta, żeby tam zjeść śniadanie. Padło na miejscowość Shah in Shahr, do której musieliśmy zjechać z naszej autostrady. Ładne ulice i sklepy, kawiarnie i restauracje, a przede wszystkim mnóstwo zieleni wzdłuż ulic i wielkie, zadbane parki – takiego Iranu jeszcze nie widzieliśmy. W Komie i Kaszanie było raczej sucho, a roślinność rachityczna. Niestety, jak to w mieście, mało kto wstaje tu z kurami i nie udało nam się znaleźć otwartej kawiarni czy innego miejsca na śniadanie, więc zadowoliliśmy się serem, chlebem i dżemem zakupionym w sklepie,  a zjedzonym w parku obok placu zabaw, na którym Basia mogła poszaleć. Małymi uliczkami przebijamy się w stronę miasta, ale i tak nie udaje nam się uniknąć kilkunastu kilometrów autostrady. Czytaj dalej Isfahan