I znów przez góry


Po całym dniu jazdy wzdłuż autostrady wszyscy mieli jej tak dość, że nawet Aga bez większych problemów dała się namówić na odcinek górski. Zastrzegła tylko, że w razie czego będzie podjeżdżać stopem. Początek etapu jest na poziomie ok. 2000 mnpm, więc nie spodziewaliśmy się poważnych podjazdów. Zaraz za Abadeh skręciliśmy w boczną drogę i zupełnie przypadkiem trafiliśmy do nieopisanej w przewodnikach miejscowości Chenar. Zaciekawiło nas, że pod tabliczką z nazwą miasteczka było napisane „tourist town” (czy jakoś tak). Pokręciliśmy się chwilę po uliczkach, oglądając resztki domów z gliny i jakichś zamków albo innych budowli (niestety nie ma żadnych tablic informacyjnych). Już mieliśmy odjeżdżać, kiedy objawił się pan na motorze i pokazał, że po drugiej stronie drogi też są ciekawe miejsca. Pojechaliśmy za nim, by obejrzeć całkiem dobrze zachowane, malownicze ruiny bram i seraju. Całkiem ciekawe tourist town, a na dodatek zupełnie nieznane autorom przewodników i (może właśnie dlatego)  za darmo. Czytaj dalej I znów przez góry

Ku Szirazowi. Najpierw po płaskim…


Wyjazd z Isfahanu mocno nam się dał we znaki. Było pod górę, a potem po autostradzie, co obejmuje także przeskakiwanie przez zjazdy, gdy akurat przez kilka sekund nic nie jedzie. Próbujemy wybierać mniejsze drogi i nawet częściowo nam się to na tym odcinku udało, bo do Szahrezy ruch bardzo niewielki a droga dobra. Tyle tylko, że o fajne noclegi niełatwo. Pierwszą nockę spędzamy w wykopie, którym biegnie linia energetyczna (pocieszamy się, że to prawie Grand Canyon),  kolejną pośrodku gruzowiska na pasie zieleni (haha!) między nitkami autostrady (oddalonym w tym miejscu od siebie o dobry kilometr). Czytaj dalej Ku Szirazowi. Najpierw po płaskim…

Jeszcze o atrakcjach Isfahanu

Korzystając z dodatkowego dnia w Isfahanie postanowiliśmy wybrać się na poszukiwanie mniej znanych i oczywistych atrakcji tego miasta. Łucja została w domu, żeby pracować, a my wyruszyliśmy na wycieczkę rowerową. Na lekko, bez sakw to zupełnie inna jazda. Śmigamy sobie bocznymi uliczkami, korzystając z dokładnej mapy na GPS. Dzięki temu nie musimy jechać po głównych ulicach, na których ruch bywa duży. Pierwszy cel to zaratustriańska świątynia ognia. Brzmi nieźle, prawda? Czytaj dalej Jeszcze o atrakcjach Isfahanu