Kapuściana farma

Kto czytał moją relację z poprzedniej podróży (albo stosowne rozdziały w książce), ten wie, że podróżowanie rowerem po RPA to prawdziwa przyjemność. Nie dość że jest przepięknie, to jeszcze można liczyć na fantastycznie przyjaznych ludzi. Dla kogoś, kto przyjechał z Polski to jest naprawdę niewyobrażalne, że można kogoś obcego wpuścić do domu, nakarmić, ba! – pozwolić mu u siebie mieszkać przez kilka dni. A jak na razie tylko jedną noc w RPA przespaliśmy pod namiotem. Na wszystkie kolejne zapraszano nas do domów. Fakt, że zwykle szukaliśmy takiej możliwości, bo pogoda nas nie rozpieszcza i nie chcemy ryzykować spłynięcia do oceanu (zaczęły się właśnie jesienne deszcze), więc wieczorami zajeżdżamy na samotne farmy: „-Przepraszam, czy możemy rozbić namiot na pana ziemi? -Dlaczego namiot? Dam wam pokój”. Czytaj dalej Kapuściana farma